O nas

Ahoj, Przyjaciele ! Siadajcie bliżej, rozpalcie ogień w kominku, a ja wam opowiem, jak to się stało, że na ostrzeszowskiej ziemi zrodziła się miłość do wielkiej wody. To historia o tym, jak garść zapaleńców, bez wielkich budżetów, ale z sercami pełnymi pasji, zbudowała coś, co trwa przez dziesięciolecia.

Od bączka do własnej bandery

Wszystko zaczęło się od trzech skromnych, własnoręcznie sklejonych łódek – dwóch puntów i małego bączka. To na nich nasi pierwsi bracia w żaglach łapali wiatr na jeziorze Szperek w Antoninie, podglądając starszych stażem kolegów z ostrowskiego „Nordu”. Bakcyl żeglarstwa okazał się jednak tak zaraźliwy, że wkrótce kolejne osoby zdobyły patent żeglarza.

I wtedy nastąpił ten moment. Siedemnastego grudnia 1976 roku trzynastu śmiałków, pracowników Fabryki Urządzeń Mechanicznych w Ostrzeszowie, postanowiło założyć własny klub. Piękną, dumną nazwę „ORION” – na cześć zimowego gwiazdozbioru – podsunął nam nieodżałowany kpt. pil. Jan Maliński, bohater bitwy o Anglię.

Nowa przystań pod sosnami

Gdy w Kobylej Górze zaczął powstawać zalew, wiedzieliśmy, że to będzie nasz nowy dom. Własnymi rękami, z kolejowego wagonu i starego barakowozu, wznieśliśmy tam przystań z prawdziwego zdarzenia. Choć nasz zalew ma ledwie 19 hektarów, to właśnie tam wychowaliśmy pokolenia żeglarzy. Jak to mówią: nie sztuka pływać po oceanie, sztuka złapać żeglarskiego ducha na małej wodzie! Po latach, gdy likwidowano nasz macierzysty zakład, klub musiał przejść ciężki sztorm. Ale prawdziwą załogę poznaje się w kryzysie. Usamodzielniliśmy się, uratowaliśmy sprzęt, a z czasem wykupiliśmy teren przystani na własność. Dzisiaj Jacht Klub „ORION” to solidna keja, piękny taras „pod sosnami” oraz regaty, które na stałe wpisały się w nasz kalendarz.

Gdzie nosił nas wiatr?

A wiatr gnał nas coraz dalej i odważniej poza nasz mały zalew. Wszystko zaczęło się na słonym Bałtyku – od Zatoki Gdańskiej i Zalewu Szczecińskiego, przez Świnoujście, aż po pełnomorski rejs wokół Bornholmu i pod szwedzki brzeg. Z czasem polskie morze przestało nam wystarczać. Nasze załogi i nasi skipperzy ruszyli na podbój świata, zostawiając kilwater w najbardziej niesamowitych zakątkach globu:. Pływaliśmy po wodach wokół Rugii, po Morzu Północnym i Norweskim. Dotarliśmy do Kilonii, Lubeki, Kopenhagi oraz na Gotlandię i do Oslo. Mało tego – nasze załogi żeglowały wokół surowego przylądka Nordkapp oraz archipelagu Szpitzbergen. Rozwinęliśmy skrzydła w basenie Morza Śródziemnego. Opłynęliśmy greckie i balearskie wyspy, Sycylię, Sardynię oraz Korsykę, a także dopłynęliśmy do Malty. Wielokrotnie rzucaliśmy kotwice w urokliwych zakątkach Chorwacji i Czarnogóry. Przeszliśmy przez Gibraltar i Ceutę, eksplorowaliśmy Wyspy Kanaryjskie. Nasze klubowe bandery łapały pasaty na odległych Karaibach, Seszelach oraz na rajskiej Polinezji. Prawdziwym chrztem bojowym był udział w etapie rejsu jachtu „Selma Expeditions”, podczas którego okrążyliśmy słynny, groźny i mroźny Przylądek Horn!

Wspominając tych, którzy odeszli już na Wieczną Wachtę, trzymamy ster mocno w dłoniach. Nasz klub trzyma się mocno, ciągle jesteśmy na powierzchni i żadne szkwały nam niestraszne. Jeśli czujesz, że ta przygoda nie powinna Cię ominąć – nasza keja jest dla Ciebie zawsze otwarta. Wstąp na pokład ORIONA! Stopy wody pod kilem!

Za sterem JK Orion

Marek Furmanowicz
Komandor

Sylwester Kieszkowski
V-ce komandor

Andrzej Mucha
Bosman

Rafał Grzegorek
Sekretarz

Cezary Mazurowski
Skarbnik

Edyta Kieszkowska
Członek ds. informacji o rejsach i szkoleniach

Paweł Włodarczyk
Członek